Powered by Smartsupp
top of page

Ukowalskiego - fotokowalski.pl - studiobrzoza.pl

Zapisane w kadrach i na papierze.
Historia naszej rodziny


Szum. To taki specyficzny, miarowy dźwięk, który wypełnia naszą pracownię każdego ranka. Dzisiaj to cichy szum nowoczesnych maszyn wypluwających z siebie kolejne arkusze grubej, pachnącej farbą papeterii. Kiedyś – charakterystyczny warkot minilaba wywołującego fotograficzne odbitki. Kiedy gładzimy dłonią matową fakturę świeżo wydrukowanego zaproszenia, które za chwilę pojedzie na drugi koniec Polski, uśmiechamy się do siebie. Przecież to wszystko zaczęło się od innych ślubnych kopert. Naszych własnych.
 

Dwa światy przy kuchennym stole

Początek lat dwutysięcznych. Dwa zupełnie różne rzemiosła, dwa odmienne rytmy życia. Marek na co dzień zajmował się twardą, rzetelną pracą w chrzanowskich wodociągach, a po godzinach chwytał aparat i jako fotoreporter lokalnej gazety "Przełom" wyłapywał w kadrach ułamki sekund. Magda oddychała rytmem krakowskiej agencji reklamowej. Jej dni mijały wśród palet barw, projektów graficznych i niekończących się deadline'ów. Dwa światy, które z pozoru nie miały punktu styku,
w rzeczywistości idealnie się uzupełniały – jego dokumentalne oko i jej artystyczna wrażliwość.

W 2000 roku Marek zaczął uwieczniać cudze uśmiechy podczas wesel. Ale prawdziwy, życiowy przełom nadszedł trzy lata później. Siedzimy nad stołem, tuż po naszym własnym ślubie. Przed nami leżą białe koperty z prezentami od gości.

— Zróbmy to. Otwórzmy coś swojego — pada w końcu to najważniejsze zdanie.

Zamiast dalekiej podróży poślubnej czy bezpiecznej lokaty na przyszłość, wybraliśmy ryzyko. Przeliczamy oszczędności, a te rozrzucone na stole koperty zamieniają się w klucze do naszego pierwszego, wspólnego studia fotograficznego.

Maraton stu miłości rocznie

Początki wymagały cierpliwości, klamka w drzwiach nie drgała tak często, jak byśmy chcieli. Ale kiedy machina ruszyła, porwał nas prawdziwy żywioł. W latach 2000–2015 sezon ślubny nie był dla nas po prostu okresem w kalendarzu — był stanem umysłu. Nasz grafik pękał w szwach. Bywały lata,
w których towarzyszyliśmy nawet setce par rocznie.

Setka ślubów to setka nieprzespanych nocy, tysiące przejechanych kilometrów i niepoliczalna ilość zjedzonego weselnego tortu. To weekendy spędzone w biegu, z ciężkimi aparatami na szyi, w huku muzyki, pośród wirujących sukni, łez wzruszenia matek i dumnych uścisków ojców. Marek wracał o świcie, z dłońmi zmęczonymi od trzymania sprzętu, a Magda od poniedziałku selekcjonowała te tysiące kadrów, dbając o każdy detal graficzny. Byliśmy tam, gdzie rodziły się rodziny. Znaliśmy na pamięć każdy kościół w okolicy, każdy park na plener i każdą salę weselną. Staliśmy się częścią intymnego świata naszych klientów.
 

Pokolenia, które wracają przez próg

I wtedy stało się coś niezwykłego. Czas zaczął zataczać koło. Dzisiaj, po dwudziestu latach od tamtego ślubnego maratonu, drzwi naszego studia otwierają się, a w progu stają oni. Te same pary, którym dwie dekady temu Marek poprawiał welon do zdjęcia, a Magda projektowała ślubny album. Dziś świętują swoją dwudziestą rocznicę ślubu. Mają nieco inne zmarszczki wokół oczu – te od śmiechu i wspólnych lat – ale to wciąż to samo spojrzenie.

Najpiękniejsze jest jednak to, że nie przychodzą sami. Przyprowadzają ze sobą swoje dzieci — dziś już zbuntowanych nastolatków, którzy potrzebują pierwszego dowodu osobistego, paszportu czy zdjęcia do legitymacji szkolnej.

— Mamo, tato, naprawdę oni robili Wasze zdjęcia ślubne? — pytają młodzi, patrząc na nas z niedowierzaniem. A rodzice z uśmiechem potakują głową. Dla wielu mieszkańców Chrzanowa jesteśmy tu „od zawsze”. Przez te 26 lat wyrośliśmy na cichych kronikarzy miasta. Zmiana ról na przestrzeni pokoleń to największy komplement, jaki mogliśmy usłyszeć jako twórcy.
 

Od błysku flesza po szelest papeterii

Świat pędził naprzód, a technologia razem z nim. W międzyczasie zainwestowaliśmy w potężny minilab, otworzyliśmy lokalny sklep fotograficzny, wywołując tysiące cyfrowych odbitek. Ale rola lokalnych obserwatorów z czasem przestała nam wystarczać. Skoro przez lata nauczyliśmy się, czego potrzebują zakochani i świętujące rodziny, postanowiliśmy ubrać to w nową formę.

W 2019 roku przenieśliśmy naszą pasję do sieci. Tak powstał sklep Fotokowalski.pl, dedykowany radosnej papeterii urodzinowej. Trzy lata później dołączyło do niego Studiobrzoza.pl — nasza elegancka przestrzeń z zaproszeniami i papeterią ślubną. Rynek ogólnopolski stanął przed nami otworem, dając nam niesamowity wiatr w żagle. I choć obiektyw aparatu musiał nieco ustąpić miejsca nowoczesnym maszynom drukarskim, cel pozostał dokładnie ten sam: dawanie pięknej oprawy Waszym najważniejszym dniom.
 

Towarzysze najważniejszych chwil

Dziś znów gładzimy dłonią sztywny, elegancki papier zaproszenia. Ktoś gdzieś w Polsce właśnie na nie czeka, by z bijącym sercem wręczyć je swoim bliskim. Czujemy ogromną, szczerą wdzięczność. Wiemy, że nie sprzedajemy po prostu zadrukowanego papieru.

Zostaliśmy obdarzeni zaufaniem, by towarzyszyć Wam w najpiękniejszych i najtrudniejszych momentach życia. Ślub, chrzest, urodziny, świętowanie, a czasem i pożegnania. Kiedyś robiliśmy to przez wizjer aparatu na chrzanowskich weselach, dziś – tworząc przedmioty, które te historie zapowiadają i przechowują.

Szum maszyn na moment cichnie. Ostatnia paczka na dziś jest gotowa. Naklejamy etykietę, zamykamy karton i zabieramy się za kolejny projekt. Z tą samą ekscytacją, która towarzyszyła nam 26 lat temu przy kuchennym stole, gdy otwieraliśmy pierwsze ślubne koperty.

bottom of page